O sukcesach, porażkach i marzeniach.

Od razu ostrzegam, że dzisiejszy wpis będzie dość osobisty, więc jeśli nie lubisz takich wpisów – to nie czytaj dalej 🙂  Artykuł powstał dzięki akcji Kasi z posukcesnaszpilkach.pl, w której zachęca do opisania swojego największego sukcesu. Być może moja historia kogoś zainspiruje i też spróbuje otworzyć własny biznes.

 

Marzenia

 
Gdy byłam mała, to wiedziałam, że kiedyś będę miała firmę. Obojętnie jaką, ale wiedziałam, że firma będzie. Było to niewyobrażalne dla moich rodziców, którzy całe życie powtarzali mi, że tylko praca na etacie jest dobrym sposobem na życie, a własna firma to fanaberia. Całkowitym szczytem marzeń natomiast powinna być ciepła posadka w jednej firmie na całe życie. Ja miałam jednak inne plany. W jednej z sal lekcyjnych w szkole podstawowej na ścianie wisiał cytat, który nieustannie mnie inspiruje:

Warto marzyć. Bo w dużej mierze od nas tylko zależy, czy marzenie stanie się planem, a plan jutrzejszym faktem. L. Teliga
 
Patrzyłam na ten napis codziennie przez kilka lat. I wiedziała, że coś w tym jest. Wierzyłam, że warto marzyć i do tego ciężko pracować, żeby marzenia spełniać.

 

Sukcesy

 

Co jest dla mnie sukcesem? Chyba właśnie życie tak, jak się sobie wymarzyło. W zasadzie nie osiągnęłam niczego specjalnego. Nie jestem managerką, ani freelancerką, ani nawet copywriterką – jestem jedynie specjalistką od zwykłych biznesów. Dużo pracowałam na to co mam, dużo się uczyłam – a co najważniejsze wciąż się uczę i wciąż dużo pracuję 🙂 Mając 21 lat razem z mężem zaczęliśmy budować warsztat samochodowy – teraz wydaje mi się to kosmiczne. Budowa trwała dwa lata, a my w tym czasie studiowaliśmy, pracowaliśmy, odkładaliśmy każdą złotówkę, dostaliśmy dotację i kredyt i się udało, choć kompletnie nikt w to nie wierzył. Później doszedł sklep internetowy, placówka bankowa i firma ogrodnicza. A to wszystko w małym mieście do którego przeprowadziłam się z rodzinnego Szczecina.

 

Porażki

 

W zasadzie gdyby nie było porażek, nie byłoby też sukcesów. Bywało różnie, raz lepiej, raz gorzej – ale tak bywa w biznesie. Były miesiące w których odnotowywaliśmy stratę, ale i takie w których mieliśmy duży zysk. Placówkę bankową musiałam zamknąć – w pewnym momencie przestała być opłacalna. Dużo nas to nauczyło, przestaliśmy być w „gorącej wodzie kąpani” i do kolejnych pomysłów podchodzimy z większą rezerwą. Resztę biznesów prowadzimy do dziś, a nasz warsztat samochodowy będzie miał w tym roku szóste urodziny.

 

Warto mieć marzenia i próbować je spełniać, ale trzeba to robić rozważnie. Na początku popełniliśmy chyba wszystkie możliwe błędy, wydawało nam się, że będziemy zarabiać miliony i zawojujemy świat. Tak się oczywiście nie stało, ale wciąż uważam, że mając małą firmę w Polsce da się żyć na przyzwoitym poziomie. I choć cały czas inwestujemy, ulepszamy to co mamy, staramy się też pomagać innym przedsiębiorcom na początku tej drogi – ja pracuję dodatkowo w lokalnym stowarzyszeniu, wspieram PESy, prowadzę bloga. I wierzę, że małe firmy są podstawą rozwoju gospodarki w Polsce.

 

Wpis powstał w ramach akcji:
po sukces na szpilkach

6 Komentarzy

  1. Karol BK 23 lutego 2015
    • Magda Grzegorczyk 24 lutego 2015
  2. Dawid 24 lutego 2015
    • Magda Grzegorczyk 24 lutego 2015
  3. Marek 3 marca 2015
    • Finansowa 26 września 2017

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *